Ludzkie wnętrza

Indywidualizm

Niedawno obejrzałam film o takim tytule i w jednej chwili ‘zakochałam się’ w głównej bohaterce. Nigdy bym nie podejrzewała siebie o zauroczenie przez 16-letnią postać. I do tego fikcyjną. Nie zdradzając fabuły mogę tylko powiedzieć, że imponuje mi jej dojrzałość (pomimo kilku jej 'wpadek') i charakter. W dobie MTV, gdzie rockmani tak jak i piłkarze są przylizani i bardziej modelują niż uprawiają swoje zawody, a nie jak onegdaj bywało:  ‘footballers still had long hair and dirt across their face'. Główna bohaterka Jenny ma swoją mądrość i moralność i wcale nie staje się śmieszna trzymając się swoich zasad. Mam poczucie jakby większość ludzi próbowała wciąż przystosowywać swoje 'ja' do czasów, w jakich żyjemy. Czuję, że nie mogę robić tego, co naprawdę lubię, co mi odpowiada, jeśli nie chcę wyjść przed 'społeczeństwem', którym często są też moi bliscy znajomi, na 'dziwadło'. Zbyt mało osób ma za mało odwagi cywilnej, żeby żyć tak, jak naprawdę tego chcą. Myślę, że większość współczesnych problemów życiowych, wiąże się z tym, że nie potrafimy po prostu zacząć robić tego na co mamy ochotę, nawet jeśli mielibyśmy ponieść jakieś koszty. Wygodne życie sprawia, że zapał i chęci się kurczą, trzeba uważać, żeby nie dojść do bagna, z którego nie da się już ruszyć. Najtrudniej jednak po prostu zacząć działać.Robienie i mówienie tego, co się chce, wymaga sporej odwagi. Nawet w dzisiejszych, wydawałoby się  - liberalnych czasach. Zabawnym paradoksem jest, że (mimo to) łatwiej przychodzi nam mówienie rzeczy krzywdzących, przykrych dla odbiorcy, niż tych, które mogłyby kogoś uszczęśliwić, albo raczej, żeby nie szastać tak poważnymi słowami jak ‘szczęście’, sprawić radość. O ile prościej jest wyśmiać czyjąś fryzurę lub skrytykować zachowanie, niż wyznać wprost że się go lubi, czy uraczyć bezinteresownym komplementem. Co gorsza, czyny są jeszcze trudniejsze niż słowa. Boimy się wyjść przed szereg, być kontrowersyjni, zwrócić na siebie uwagę - zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie. Zachowujemy się  tak zarówno przy obcych ludziach, których widzimy pierwszy (i prawdopodobnie ostatni) raz w życiu, jak i przy dobrych znajomych. Zapewne spowodowane jest to  poczuciem niepewności – nie chcemy się wygłupić, a w przypadku znajomych, boimy się ich stracić. Boimy się, że z głupiej przyczyny odwrócą się od nas. Lęk, a może tez kiepscy znajomi, powodują, że nie jesteśmy pewni swoich relacji. Narasta to do tak niepokojącego stopnia, w którym badamy opinię rozmówcy na jakiś temat, zanim wypowiemy swoją, albo staramy się jak najbardziej przypodobać. Dlaczego aż taki lęk wzbudza w nas to, że komuś mogą nie spodobać się nasze słowa? Co go powoduje? Kiedy zaczynam się nad tym zastanawiać, wydaje się to całkowicie absurdalne. I takie XXI wieczne.
Zdaję sobie sprawę, że takie poczucie jest podobne do stwierdzenia: „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. A żyć musimy tu i teraz. I chyba lepiej znaleźć jak najwięcej pozytywów, żeby życie miało choć czasem słodki smak. Jednak ja wciąż wolałabym przenieść się w czasie, przynajmniej o pół wieku.
Własna strona www za darmo - sprawdź